Później, gdy słońce kłoniło się już ku zachodowi, zwołał wodzów i setników i przemówił do nich, jak następuje:
„Mężowie, gdym składał ofiary z myślą, by pójść na króla, nie wypadły wróżby pomyślnie. I słusznie, gdyż jak się teraz dowiaduję, dzieli nas od króla spławna rzeka Tygrys194, której byśmy nie mogli przebyć bez łodzi, a łodzi nie posiadamy. A przecież tu zostawać niepodobna, bo nie można dostać żywności. Wszystkie zaś pomyślne wróżby doradzały pójść do przyjaciół Cyrusa. Trzeba więc zrobić tak: teraz idźcie posilić się, czym kto ma, a kiedy trębacz zatrąbi na spoczynek195 zbierajcie się, na drugi znak objuczcie bydło pociągowe, na trzeci ruszycie w pochód za czołową kolumną tak, by jeden bok taboru zasłaniała rzeka, a drugi hoplici”.
Wodzowie i setnicy zastosowali się do tych słów i od tej chwili on już miał naczelną komendę, a oni słuchali, choć nie był przez nich na takie stanowisko wybrany. Czynili to dlatego, ponieważ widzieli, że on jeden miał taką rozwagę i przytomność umysłu, jakiej trzeba wodzowi, inni tymczasem bez wyjątku nie mieli doświadczenia.
Z nastaniem nocy zbiegł stamtąd na stronę króla Trak Miltokytes z czterdziestoma swymi konnymi i mniej więcej trzystoma trackimi piechurami. Resztę zaś prowadził Klearch zgodnie z zapowiedzią, a ci szli za nim. I przybywają około północy na pierwszy postój do Ariajosa i jego wojsk.
Gdy wojsko stanęło pod bronią, zeszli się helleńscy wodzowie i setnicy u Ariajosa. I przysięgli Hellenowie i Ariajos, a z nim razem i najznakomitsi z jego otoczenia, że wiernie i bez zdrady dochowają sobie przymierza. Barbarzyńcy dodali jeszcze do przysięgi, że będą prowadzili196 bez podstępnej myśli. Złożyli tę przysięgę nad krwią zarżniętych ofiar: byka, dzikiej świni i barana197, krew wytoczyli w tarczę, po czym Hellenowie zanurzyli w niej miecz, a barbarzyńcy grot włóczni.
Po zawarciu przymierza przemówił Klearch: „A teraz, Ariajosie, kiedy mamy wspólną i jedną drogę, powiedz mi, co myślisz o kierunku naszego marszu? Czy mamy wrócić którędyśmy przyszli, czyś może obmyślił jakąś inną, lepszą drogę?”. Tamten odpowiedział: „Na tej, którąśmy przyszli, wyginęlibyśmy wszyscy z głodu. Albowiem nie mamy żadnej żywności, a co więcej, w ostatnich siedemnastu dniach naszego marszu tutaj nie mogliśmy niczego zdobyć w okolicy. A jeżeli nawet gdzieś coś było, tośmy podczas przemarszu wszystko zjedli. Teraz pójdziemy wprawdzie drogą dłuższą, ale żywności nam nie zbraknie. Na początek muszą być nasze pochody tak śpieszne, jak tylko można, abyśmy się oddalili jak najdalej od wojsk królewskich. A jeśli raz będzie między nami odległość dwu- czy trzydniowa, już nie będzie mógł król nas dopaść, gdyż z małym wojskiem nie będzie śmiał iść naszym śladem, a z wielką siłą nie potrafi odbywać szybkich przemarszów, a może mu i żywności zabraknąć. Oto jest moje zdanie”.
Taki strategiczny plan nie znaczył nic innego, jak tylko: uciec albo wymknąć się, ale przypadek poprowadził to piękniej. Mianowicie razem z nastaniem dnia ruszyli w pochód, mając słońce po prawej stronie, rozumując, w czym się zresztą nie zawiedli, że równocześnie z zachodem dojdą do jakiejś wsi babilońskiego kraju. Ale jeszcze po południu zdawało się im, że widzą nieprzyjacielskich jeźdźców. W tej chwili ci z Hellenów, co nie byli w szeregach, pobiegli do szeregów, a Ariajos, opuściwszy wóz, na którym jechał ze względu na swą ranę, zaczął wdziewać pancerz, a to samo czynili jego towarzysze. W czasie tego zbrojenia się wrócili wysłani przodem wywiadowcy z wieścią, że to nie konnica, tylko bydło juczne, puszczone na paszę.
Natychmiast zrozumieli wszyscy, że król gdzieś blisko rozłożył się obozem, zwłaszcza, że widać było dym w niedalekich wioskach. Klearch wprawdzie nie prowadził na wroga, wiedząc, że żołnierze są zmordowani i głodni, i zresztą pora już była późna, ale kierunku marszu nie zmienił, bojąc się pozoru ucieczki. Szedł więc prosto przed siebie i równocześnie z zachodem słońca rozłożył się obozem w najbliższych z brzegu wioskach, do jakich mógł dotrzeć. Królewscy ludzie zrabowali je do szczętu, nawet drzewo z domów powydzierali. Ci, co pierwsi przyszli, jakoś się tam rozkwaterowali, a ci, co później w ciemności nadeszli, rozkładali się obozem jak mogli, wśród wielkiego wrzasku, który powstawał skutkiem wzajemnego nawoływania się, tak że hałas dochodził aż do uszu nieprzyjaciół. Skutkiem tego najbliżej obozujący nieprzyjaciele uciekli z namiotów. Okazało się to dopiero nazajutrz, albowiem nigdzie w pobliżu nie widziało się już ani zwierząt domowych, ani dymu. A i król, zdaje się, przeraził się nadejściem wojska. Pokazało się to z tego, co nazajutrz przedsiębrał. Jednak w ciągu tej nocy i na Hellenów późną porą padła groza i powstał zamęt i hałas, jak w czasie nagłego popłochu. Wtedy Klearch najlepszemu heroldowi ze współczesnych, Tolmidesowi, którego przypadkiem miał koło siebie, polecił nakazać milczenie i ogłosić, że wodzowie wyznaczają jeden talent nagrody dla tego, który wskaże, z czyjej winy i niedbalstwa mógł osioł wbiec między śpiących hoplitów198. Po takim ogłoszeniu poznali żołnierze, że popłoch jest bezpodstawny i że wodzowie nie ponieśli żadnej szkody. Z brzaskiem dnia nakazał Klearch Hellenom stanąć pod bronią w takim samym porządku, jak w czasie owej bitwy.
3. Wspomniałem, że król przeraził się tym nadejściem greckiego wojska, o czym można było przekonać się stąd, że poprzedniego dnia przez posłów rozkazywał broń wydać, a potem wysłał heroldów w sprawie zawieszenia broni. Heroldowie, przybywszy do przednich straży, pytali o wodzów. Gdy mu strażnicy o tym donieśli, Klearch, który właśnie odbywał przegląd wojska, powiedział, aby kazali heroldom zaczekać, aż będzie miał czas. Skoro tylko ustawił wojsko tak, że miło było patrzeć na falangę zewsząd zwartą, a widziało się samych tylko hoplitów, zawołał posłów i sam wystąpił w otoczeniu najlepiej uzbrojonych i najokazalszych ze swoich żołnierzy, a to samo polecił także innym wodzom. Kiedy już stanął przed posłami, spytał, czego chcą. Ci odpowiedzieli, że przybyli w sprawie zawieszenia broni jako upełnomocnieni do tego, by nie tylko żądania królewskie Hellenom obwieszczać, lecz także warunki Hellenów królowi. Klearch zaś na to powiedział: „Oświadczam więc, że najpierw musi nastąpić bitwa. Nie mamy bowiem śniadania, a nie ma takiego śmiałka, co by się ważył mówić Hellenom o zawieszeniu broni, nie dostarczywszy im żywności”. Posłowie, usłyszawszy to, oddalili się, ale prędko pojawili się znowu, co także wskazywało na to, że gdzieś blisko był król albo ktoś inny, który miał polecenie prowadzić układy. Mówili, że królowi wydało się ich wymaganie słuszne199. Dlatego przybywają z przewodnikami, którzy ich, jeżeli nastanie zawieszenie broni, zaprowadzą do takich miejsc, gdzie znajdą żywność. Wtedy on zapytał, czy przymierze z królem ma się odnosić tylko do pośredników, czy też zawieszenie broni i innych ma dotyczyć. Ci zaś rzekli: „Wszystkich, póki królowi nie oznajmi się waszych warunków”. Gdy to powiedzieli, kazał im odejść z miejsca obrad i naradzał się z innymi wodzami, i uznali za stosowne zawrzeć zawieszenie broni i spokojnie pójść po żywność. Klearch dodał jeszcze: „I ja uznaję to za stosowne, nieprędko wszakże dam odpowiedź, lecz będę zwlekał, aż posłowie zaczną się obawiać, czyśmy może nie odrzucili propozycji. Co więcej, sądzę — rzekł — że i nasi żołnierze będą się tego obawiać”. Kiedy porę uznał za stosowną, oświadczył, że zawrze zawieszenie broni i rozkazał natychmiast prowadzić do tych miejsc, skąd mieli nabrać żywności.
Ci więc prowadzili, Klearch zaś, mimo że zawarł zawieszenie broni, szedł z wojskiem w szyku bojowym i sam prowadził tylną straż. W marszu natrafiali na rowy, tudzież kanały200 pełne wody, tak że bez mostów nie można było przejść na drugą stronę, robili więc je sobie z palm, które znajdowali zwalone lub sami ścinali. Tutaj to można było dokładnie poznać wartość Klearcha jako wodza: z włócznią w lewej ręce, a z kijem w prawej, kierował robotą i jeżeli któryś z ludzi do niej wyznaczonych wydał mu się opieszały, okładał go kijem, wpadając na tego spomiędzy pracujących, który na takie razy zasłużył, a równocześnie sam przykładał ręce do pracy, włażąc w błoto, tak że wszystkim wstyd było nie brać się równie gorliwie do roboty. A byli do tego wyznaczeni ludzie poniżej trzydziestu lat, kiedy jednak zobaczono, że i Klearch pomaga, zabierali się do tego jeden po drugim także i starsi. Tym bardziej zaś śpieszył się Klearch, że podejrzewał, iż rowy nie zawsze są tak pełne wody: nie była bowiem pora stosowna do zalewania pól201 . Podejrzewał, że król właśnie dlatego kazał wypuścić wodę na pole, aby już teraz dać Hellenom odczuć, jak wiele trudności czeka ich w dalszej drodze powrotnej.