Tak maszerując, przybyli do wsi, gdzie według wskazówek przewodników mieli nabrać żywności. Było zaś tam wiele zboża, palmowego wina i kwaśnego napoju warzonego z daktyli. Takie daktyle, jakie można widzieć u Hellenów, odkładało się dla sług, przechowywane zaś dla panów były wyborne, przedziwnie piękne i wielkie, a barwa ich wcale nie różniła się od bursztynu. Niektóre suszono i przechowywano jako bakalie. Także przegryzane podczas picia były smaczne, ale powodowały ból głowy. Tam też po raz pierwszy jedli żołnierze rdzeń palm202 i większość podziwiała jego kształt i smak. Ale i to przyprawiało o silny ból głowy. Każda palma zaś, z której wyjęto rdzeń, zaraz usychała.

Tutaj pozostawali przez trzy dni. Od Wielkiego Króla przybył Tissafernes oraz brat królowej i jakichś trzech Persów, wielu też niewolników przyszło z nimi. Gdy zaś wodzowie Hellenów wyszli na ich spotkanie, przemówił pierwszy Tissafernes przez tłumacza w te słowa:

„Ja, Hellenowie, mieszkam w sąsiedztwie Hellady i kiedy ujrzałem, że znaleźliście się w takich opałach, poczytałem sobie za szczęście, jeżelibym zdołał wyprosić u króla pozwolenie, bym mógł was zaprowadzić do Hellady bez waszej szkody. Niewdzięczności bowiem nie spodziewam się ani po was, ani po całej Helladzie. Przekonany tedy o tym, prosiłem króla, mówiąc mu, że słusznym jest, aby się przychylił do mej prośby, ponieważ pierwszy doniosłem mu, że Cyrus wyrusza na niego, i niosąc mu tę nowinę, przybyłem z posiłkami. Również ja jeden spomiędzy ustawionych przeciw Hellenom nie uciekłem, lecz przedarłem się i połączyłem się z królem w waszym obozie, dokąd przybył po zabiciu Cyrusa, ścigając barbarzyńskie zastępy Cyrusa czele tych oto hufców, które teraz są ze mną, złożonych z najwierniejszych sług króla. Nad tym więc przyobiecał mi się zastanowić, kazał mi tylko pójść do was i zapytać, dlaczego wyruszyliście przeciw niemu. Radzę wam przeto liczyć się z tym, co chcecie odpowiedzieć, ażeby mi łatwiej było uzyskać dla was jakąś łaskę”.

Po tych słowach Hellenowie, odszedłszy na bok, odbyli naradę i dali odpowiedź przez usta Klearcha: „Ani nie zebraliśmy się, aby wojować z królem, ani nie wyprawialiśmy się na króla, lecz Cyrus wyszukiwał różne pozory, jak i ty wiesz dobrze, aby was zaskoczyć nieprzygotowanych i nas aż tutaj zaprowadzić, Skoro zaś już ujrzeliśmy go w niebezpieczeństwie, wstyd nam było wobec bogów i ludzi zdradzić go, zwłaszcza że dawniej przyjmowaliśmy od niego dobrodziejstwa. Skoro zaś Cyrus zginął, ani z królem nie walczymy o panowanie, ani nie ma przyczyny, dla której chcielibyśmy ziemię króla niszczyć, ani też nie pragniemy go zabić, lecz pójdziemy do domu — jeżeli nikt nas nie zechce krzywdzić, bo w takim razie postaramy się przy pomocy boskiej obronić się. Jeżeli jednak ktoś wyświadcza nam dobrodziejstwo, to staramy się najusilniej jeszcze go w tej mierze przewyższyć.

Tissafernes, wysłuchawszy tego oświadczenia, rzekł: „Oznajmię to królowi, a potem wam z kolei przyniosę odpowiedź. Dopóki nie przyjdę, niech pozostaje zawieszenie broni; umożliwimy wam kupowanie żywności”.

Następnego dnia, ku zaniepokojeniu Hellenów, nie przyszedł. Dopiero trzeciego dnia przybył i oznajmił, że otrzymał od króla pozwolenie, aby ocalił Hellenów, chociaż wielu przemawiało przeciw, twierdząc, że nie przystoi królowi wypuszczać tych, co przeciw niemu się wyprawili. Na koniec jeszcze dodał: „Teraz możecie od nas przyjąć przysięgę i zapewnienie tej treści: z największą pewnością postaramy się o to, byście szli przez kraj niewrogi. I bez podstępu odprowadzimy was do Hellady, dostarczając wam za pieniądze żywności. A gdzie nie można by było kupić, pozwolimy wam brać żywność z tej okolicy. Ale i wy musicie nam złożyć ślubowanie, że będziecie maszerowali jak przez kraj przyjacielski, bez wyrządzania szkód, biorąc jadło i napoje tylko na wypadek niedostarczenia żywności. Jeżeli jednak dostarczymy, będziecie kupowali”. To uchwalono, po czym przysięgli i dali na to prawą dłoń Tissafernes i brat królowej wodzom Hellenów i setnikom i w zamian przyjęli zapewnienie z uściskiem dłoni od Hellenów. Następnie rzekł Tissafernes: „Teraz udaję się jeszcze do króla. Skoro jednak załatwię swoje sprawy, przyjdę gotowy do pochodu, aby was odprowadzić do Hellady, a samemu udać się do swej prowincji”.

4. Potem Ariajos i Hellenowie czekali na Tissafernesa ponad dwadzieścia dni, rozłożywszy się obozem w niewielkiej od siebie odległości. Przez cały ten czas przychodzili do Ariajosa bracia i krewni, a także i jego ludzi odwiedzali rozmaici Persowie, dodając im otuchy, a niektórym przynosząc nawet zapewnienia królewskie, że król puści w niepamięć ich zbrodnię, popełnioną przez udział w wyprawie Cyrusa i inne wykroczenia. Skutkiem tego było rzeczą widoczną, że Ariajos i jego otoczenie coraz mniej się liczą z Hellenami. Wielu się tym niepokoiło. Przychodzili do Klearcha i innych wodzów z takimi słowami: „Na cóż czekamy? Czyż nie widzimy, że król pragnąłby nas zgubić za wszelką cenę, by takim przykładem odstraszyć wszystkich Hellenów od wyprawy na Wielkiego Króla? Teraz podstępnie każe nam czekać, gdyż jego wojska są rozproszone, ale kiedy je znowu skupi, to bez najmniejszej wątpliwości rzuci się na nas. A może gdzieś kopie rowy lub sypie szańce, aby nam odciąć drogę. Bo na to przecież nigdy się dobrowolnie nie zgodzi, byśmy wrócili do Hellady i opowiadali, jakeśmy to mimo znikomej liczby pobili króla pod jego stolicą i wrócili, naśmiawszy się do syta”.

Klearch na to odpowiedział: „I mnie także snują się takie myśli po głowie, ale uważam, że jeżeli teraz odejdziemy, będzie się wydawało, żeśmy zaczęli nieprzyjacielskie kroki i złamali przymierze. Wtedy więc nikt nam nie umożliwi kupowania żywności ani nie będziemy mieli skąd się zaopatrzyć. Następnie będziemy odczuwali brak przewodnika, gdyż w takim razie odłączyłby się od nas Ariajos, skutkiem czego nie tylko nie zostanie nam żaden przyjaciel, lecz takie dawniejsi przyjaciele zmienią się we wrogów. Czy jakąś inną rzekę uda się nam przekroczyć, nie wiem, ale wszyscy wiemy, że przez Eufratu nie można się przeprawić, jeżeli nieprzyjaciele stawiają przeszkody. Na wypadek walki nie mamy, jak sami widzicie, do pomocy jazdy, a nieprzyjacielska konnica jest i liczna, i bardzo wyborowa. Cóż im tedy zrobimy, nawet gdybyśmy odnosili zwycięstwa? W razie zaś klęski nikt z nas nie ocaleje. Toteż ja doprawdy nie rozumiem, po co by król, chcąc nas zgubić, miał się uciekać do krzywoprzysięstwa i łamania słowa danego Hellenom i barbarzyńcom, skoro tyle rzeczy mu sprzyja”.

Takie i tym podobne były jego wywody.

Tymczasem nadszedł Tissafernes na czele swych zastępów, które miał rzekomo odprowadzić do domu203, a razem z nim Orontas204 na czele swoich oddziałów, wiodący z sobą królewnę, z którą się ożenił. Od tej chwili maszerowali pod przewodnictwem Tissafernesa i dzięki jego staraniom zaopatrywali się w żywność. Ariajos na czele barbarzyńskich wojsk Cyrusa szedł razem z Tissafernesem i Orontasem i razem obozowali. Hellenowie zaś, pełni podejrzeń, szli oddzielnie, mając własnych przewodników. Rozkładali się obozem za każdym razem w odległości jednego parasanga lub nieco więcej od siebie i mieli się przed sobą na baczności, jak gdyby byli nieprzyjaciółmi, co nowe rodziło podejrzenia. Czasami, zbierając na tym samym miejscu drwa, czy paszę, czy coś podobnego, wszczynali bójki między sobą. A to znowu budziło wrogie uczucia. Odbywszy trzy dzienne pochody, doszli do tak zwanego muru medyjskiego i ruszyli naprzód wewnętrzną jego stroną205. Mur ten zbudowany był z palonych cegieł, osadzanych na asfalcie, szeroki na dwadzieścia stóp, wysoki na sto, długość jego miała wynosić dwadzieścia parasangów, odległość zaś od Babilonu była niewielka.