Stąd przeszli w dwóch dniach osiem parasangów, przeprawiwszy się przez dwa kanały: przez jeden na zwyczajnym moście, przez drugi na siedmiu łodziach, łączących pomostem oba brzegi. Kanały te szły od rzeki Tygrys, a ich odnogi przecinały kraj wielkimi rowami, które coraz bardziej się zmniejszały, aż wreszcie przechodziły w wąziutkie strumyczki, takie, jakimi w Helladzie nawadnia się pola z prosem. Tak doszli do rzeki Tygrys. Było tu wielkie i bardzo ludne miasto zwane Sittake, odległe od rzeki o piętnaście staj. Przy nim Hellenowie rozłożyli się obozem opodal pięknego i wielkiego parku, w którym gęsto rosły rozmaite drzewa, barbarzyńcy zaś przeszli Tygrys i zniknęli z widnokręgu.
Po wieczerzy przypadkiem Proksenos i Ksenofont wybrali się na przechadzkę za obóz. Wtem przystąpił jakiś człowiek do przednich straży z zapytaniem, gdzie mógłby spotkać Proksenosa lub Klearcha. O Menona zaś nie pytał, mimo że przychodził od jego przyjaciela, Ariajosa. Gdy Proksenos powiedział: „Ja właśnie jestem tym, kogo szukasz”, człowiek ten rzekł, co następuje: „Posłał mnie Ariajos i Artaozos, wierni słudzy Cyrusa, a wam życzliwi, z przestrogą, byście się strzegli nocnego napadu barbarzyńców, albowiem w pobliskim parku206 jest wielkie wojsko. Polecają wam też obsadzić strażami most na rzece Tygrys, gdyż Tissafernes ma zamiar zerwać most tej nocy, o ile by mu się to udało, a uniemożliwiwszy przeprawę, zamknąć was między rzeką a kanałem”. Usłyszawszy to, prowadzą go przed Klearcha i powtarzają jego wieści. Klearch się bardzo zaniepokoił. Ale jakiś młody człowiek spomiędzy obecnych zauważył głośno po głębszej rozwadze, że nie bardzo się to z sobą zgadza: oczekiwana napaść i zerwanie mostu. Jasne jest bowiem, że napadający albo zwyciężą, albo ulegną. Jeśli zwyciężą, po cóż mają zrywać most? Nawet gdyby było więcej mostów, to cóż nam pomoże do ocalenia? Jeżeli natomiast my zwyciężymy, to po zerwaniu mostu nie ma dla nich drogi do ucieczki, ani nawet największa siła nie będzie mogła przyjść im z pomocą w razie zerwania mostu”.
Na te słowa spytał Klearch posłańca, jak wielka jest przestrzeń między Tygrysem i kanałem. Ten odpowiedział, że jest bardzo wielka i mieści w sobie wioski i wiele znacznych miast. Wtedy dopiero zrozumiano, że barbarzyńcy nasłali tego człowieka w obawie, by Hellenowie nie zburzyli mostu i nie zostali na tej wyspie, korzystając z tak potężnych środków obronnych, jak Tygrys z jednej, a kanał z drugiej strony. Żywności dostarczyłaby ta zamknięta zewsząd kraina, obszerna i bogata w zasoby, jako też pełna ludzi, którzy by ją uprawiali. I tu byłoby schronienie dla każdego, który by chciał króla nękać wojną.
Potem ułożyli się do spoczynku, ale mimo wszystko posłali na most straże. Wszelako nikt znikąd nie napadł ani też nikt z nieprzyjaciół nie zbliżył się do mostu. Skoro zaś nastała jutrzenka, przeszli przez most, złożony z trzydziestu siedmiu łodzi, z zachowaniem wszelkich możliwych środków ostrożności, albowiem niektórzy z Hellenów w służbie Tissafernesa donosili, że ma nastąpić napad na nich w czasie przechodzenia przez most. Było to jednak kłamstwem. Podczas przeprawy pojawił się Glus z kilkoma towarzyszami, by zobaczyć, czy Hellenowie przechodzą na drugą stronę. Przekonawszy się o tym na własne oczy, odjechał.
Za Tygrysem zrobili w czterech dniach dwadzieścia parasangów aż do rzeki Fyskos, szerokiej na jeden pletr. Na tej rzece był most. Leżało nad nią wielkie miasto Opis, przy którym spotkał Hellenów przyrodni, bo z nieprawego łoża, brat Cyrusa i Artakserksesa, prowadzący na pomoc królowi wielkie wojsko207 z Suz i Ekbatany208. Zatrzymawszy swe wojsko, przyglądał się przechodzącym Hellenom. Klearch prowadził ich dwójkami i od czasu do czasu stawał w marszu, a jak długo czołowa kolumna stała, tak długo musiało za każdym razem zatrzymywać się i całe wojsko. Skutkiem tego nawet samym Hellenom wydawało się, że są w bardzo wielkiej liczbie, a przyglądający się Pers struchlał.
Stąd odbyli przez Medię209 sześć pochodów dziennych przez pustkowia, razem trzydzieści parasangów, do wsi, stanowiącej własność Parysatydy, matki Cyrusa i króla. Te wsie oddał Tissafernes Hellenom na rabunek, jakby na urągowisko pamięci Cyrusa, ale do niewoli brać mieszkańców nie pozwolił. Było tam mnóstwo zboża i bydła, i innego dobytku.
Stąd maszerowali pustą okolicą cztery dni i zrobili parasangów dwadzieścia, mając rzekę Tygrys po lewej ręce. W miejscu pierwszego postoju leżało po drugiej stronie rzeki wielkie i bogate miasto zwane Kajnaj. Z tego miasta przywozili barbarzyńcy na skórzanych tratwach chleb, ser i wino.
5. Następnie przybywają do rzeki Dzapatas210, szerokiej na cztery pletry. Tam pozostawali przez trzy dni. W tym czasie były wprawdzie rozmaite podejrzenia, jednak żaden widoczny objaw zdrady się nie pokazał. Klearch więc uważał za wskazane spotkać się z Tissafernesem i wedle możności usunąć powody do podejrzeń, zanimby z nich wybuchła wojna. Dał mu więc znać przez kogoś, że pragnie się z nim spotkać na rozmowę. Ten chętnie oświadczył swą gotowość. Skoro tedy się spotkali, Klearch przemówił:
„Wiem wprawdzie Tissafernesie, żeśmy się przysięgą związali, podawszy sobie prawice, że nie będziemy jedni drugich krzywdzić, widzę jednak, że ty strzeżesz się nas jak nieprzyjaciół, a i my, widząc to, mamy się również na baczności. Ponieważ po należytej rozwadze ani nie mogę dostrzec, jakobyś zamierzał nam szkodzić, a wiem też na pewno, że i my czegoś podobnego nie mamy na myśli, postanowiłem porozmawiać z tobą, ażebyśmy, jeżeli to możliwe, pozbyli się wzajemnej nieufności. Wiem bowiem, że ludzie, jedni z powodu oszczerstw, drudzy mając podejrzenia i we wzajemnej żyjąc obawie, byleby tylko odeprzeć cios rzekomo im zagrażający, wyrządzili niepowetowaną szkodę tym, którzy nie tylko nie chcieli, lecz niej myśleli nawet ani przez chwilę o czymś podobnym. Przychodzę więc w tym przekonaniu, że takie nieporozumienia najlepiej usunąć przez wspólną wymianę myśli, i chcę ci dowieść, że niesłusznie nam nie dowierzasz. Przede wszystkim przysięga na bogów zabrania nam być dla siebie wrogami, kto zaś te rzeczy sobie lekceważy, tego nigdy nie nazwałbym szczęśliwym. Choćby ktoś nie wiem jaką odznaczał się chyżością, nie ucieknie przed pomstą bogów, nie ma takiej ciemności, która by go skryła ani takiej warowni, gdzieby się czuł bezpieczny. Albowiem wszędzie wszystko jest bogom podległe i wszystkim bogowie jednako władają.
Takiego więc jestem zdania o przysiędze i o bogach, którym w opiekę oddaliśmy zawartą przyjaźń, z ludzkich zaś rzeczy uważam w obecnym położeniu ciebie za nasze największe dobro. Z tobą bowiem cała droga jest wygodna, każda rzeka łatwa do przebycia i nie ma niedostatku żywności. Bez ciebie zaś cała droga pogrążona w mroku, bo jej wcale nie znamy, każda rzeka nie do przebycia, każdy tłum straszny, a już najstraszniejsze pustkowie, pełne jest bowiem wszelkiego niedostatku. Gdybyśmy nawet oszaleli i ciebie zabili, czyż znaczyłoby to co innego, jak, zabijając swego dobroczyńcę, narazić się na walkę ze świeżym przeciwnikiem, i to najpotężniejszym, z samym królem? Powiem jeszcze, jak wielkich i jakich nadziei sam bym siebie pozbawił, jeżelibym usiłował uczynić ci coś złego. Pragnąłem zyskać sobie w Cyrusie przyjaciela, ponieważ wtedy uważałem, iż ze wszystkich najlepiej potrafi czynić dobrze temu, komu chce. Teraz widzę, że ty posiadasz potęgę i ziemię Cyrusa i zachowujesz przy tym własną władzę, a potęga króla, w której Cyrus miał wroga, jest z tobą sprzymierzona. W takim stanie rzeczy, któż jest szalony na tyle, by nie chciał przyjaźni z tobą?