— Tak, leżą w laboratorium. Arseniew prosił, żebyśmy z ich badaniem zaczekali na niego. Wracając do poprzedniego tematu… czy zdaje pan sobie sprawę z tego, że tych litrów tlenu, które wdychaliście w grocie, mogło wam zabraknąć na ostatnim odcinku drogi powrotnej?
— To było możliwe.
— Jakaż wtedy byłaby wartość waszego odkrycia?
— Ale my nie wiedzieliśmy, czy starczy nam tlenu, czy nie, i myślę, że właśnie dlatego Arseniew postąpił tak, jak… ja w Martwym Lesie.
— Tak pan sądzi?
— Tak. Gdybym miał pewność, że jeśli nie wejdziemy do groty, uda się nam dojść do Kosmokratora — pierwszy bym się przeciwstawił profesorowi. Cała rzecz w tym, że tej pewności nie miałem.
— Tak pan sądzi… — powiedział cicho Czandrasekar. Opuściwszy głowę patrzał w lśniące ciemno płyty Prediktora, jakby szukał w nich własnego odbicia. Czekałem z zaciekawieniem, co powie, ale w tej chwili wszedł do Centrali Sołtyk i rozmowa potoczyła się w innym kierunku.
— Ta rura podziemna, ta odkryta przez Smitha wiecha metalowa, wreszcie Biała Kula muszą się jakoś łączyć! A to zmienne pole magnetyczne! — mówił inżynier. — Gdybym wiedział, w jaki sposób oni wytwarzają elektryczność, wiedziałbym wszystko!
— Myli się pan — odparł Czandrasekar. — Gdyby do jakiejś ziemskiej filharmonii dostał się Marsjanin, cóż przy — szłoby mu z dokładniejszego badania geometrii budowli, z analizy chemicznej cegły, tynku, złoceń oraz poznania fizycznych własności skrzypiec i fortepianów? W dalszym ciągu nie miałby najsłabszego wyobrażenia o celu, w jakim stworzono tę budowlę. Brakłoby mu znajomości rzeczy najważniejszej.
— Muzyki, nieprawdaż? — powiedział Sołtyk.