— Piotrze?

Zdawało mi się, że coś mówi, ale tak cicho, że dochodził mnie tylko niewyraźny szmer.

— Co mówisz, Piotrze?

Nagle cicho, prawie śpiewnym głosem powiedział:

— Gdybym mógł jeszcze dotknąć jej twarzy…

— Przestań! — krzyknąłem z nienawiścią. — Przestań! Zamilkł.

Przez ostatnie godziny nie nawiedzały mnie żadne obrazy, żadne myśli ani wspomnienia, nie czułem trwogi ani rozpaczy, tylko nieustannie wzrastający wewnętrzny wysiłek, jakbym utrzymywał na sobie ciężar grożący zmiażdżeniem. Byłem jak człowiek, który przytłacza sobą worek pełen jakichś potwornych stworzeń i zaciska go kurczowo, a worek drga pod nim coraz gwałtowniej. Ostatnie siły zbierałem, aby utrzymać ten żelazny chwyt, bo wiedziałem, że jeśli go osłabię, stanie się coś strasznego, po prostu rozleją się jak kałuża, i do utraty tchu bałem się nie śmierci, lecz tego oszalałego stworzenia, w które mogłem się zmienić. To, co mówił Arseniew, porażało mnie niby ciosy noża. Przez jakiś ułamek sekundy mocowałem się z sobą, potem zrezygnowałem. Poczułem — bo nie można tego nazwać wspomnieniem! — poczułem niewypowiedziany zapach zoranej ziemi, jak gdybym stał pośród nagich przedwiosennych pól na wzgórzu, w oddechu bezkresnych horyzontów, oszołamiającą, pijaną woń, która jest oczekiwaniem życia i życiem samym. To był kres. Ogarnął mnie zupełny, żelazny spokój. Wiedziałem, co mam robić. Pochyliłem się w ciemność. Namacałem jego plecy, mocne mięśnie pod pozimniałą tkaniną kombinezonu. Jak złodziej sięgnąłem do kieszeni. W pierwszej chwili nie bronił mi tego, dopiero gdy przez materiał poczułem kolbę rewolweru, zrozumiał. Nagle zaczęliśmy walczyć. Zmagaliśmy się w zupełnym milczeniu, pełnym zdyszanych oddechów. Był silniejszy. Przyparł mnie do ściany, wstając. Namacał wyłącznik latarki, która wisiała na mojej bluzie. Żółte światło wcisnęło się między nas klinem.

— Daj… — wychrypiałem… — Daj… tylko jeden nabój! — Nie odpowiedział. Mocniej przycisnął mnie do ściany.

— Daj rewolwer — mówiłem dysząc — nie bądź głupi! — Już nie wyrywałem się.

— Kangchendżonga — powiedział mi do ucha.