— Wybuch albo wcale nie nastąpi, albo będzie słaby. Owszem, proch jest niezbędny, należy podsypać go na końcu drutów. To spowoduje detonację. Ale zapłon musi być elektryczny.
— Czekaj… a jeżeli strzelić z rewolweru w ładunek?
— Myślałem o tym. Musi być pięć ładunków, i to odpalonych równocześnie, tak wypada z obliczeń, inaczej nie tylko nie otworzymy sobie drogi, ale jeszcze spotęgujemy obwał.
— Tak — powiedziałem. — Masz rację. Jeden z nas musi być tam… Losujemy?
— Nie chcę zdawać się na przypadek. W tym jest coś poniżającego.
— A więc? Milczał.
— Może jednak jest jakieś wyjście?
— Jest. Po pierwsze, jako fizyk wiem dobrze, w jakich warunkach najsilniej działa fala uderzeniowa, a po drugie, jako kierownik wyprawy…
— Rozumiem, nie kończ. Nie zgadzam się.
— Jestem przekonany, że mi się uda. Nie chcę ci rozkazywać.