— A jak on to wszystko robi? — spytał jeden z chłopców.

— Tego wam nie powiem, bobyście tu przez rok musieli dwa razy dziennie przychodzić na wykłady. Dosyć że Prediktor, kiedy damy mu odpowiedni rozkaz, na przykład obliczyć kurs na Wenerę, zrobi to w ciągu kilku minut, a potem wystarczy go nastawić na „start” i położyć się na fotelu. Nic jednak, o czym Prediktor nie został powiadomiony, nie może się wydarzyć. On do tego nie dopuści. Dlatego właśnie, młodzieńcze, gdy nacisnąłeś odważnie ten guzik — zwrócił się inżynier do czerwonego jak piwonia malca — zamiast silnika zahuczała syrena alarmowa…

— A co pokazują te tarcze? — jeden z chłopców wskazał troje „oczu” Prediktora, nie tyle może z ciekawości, ile pragnąc odwrócić uwagę od nieszczęsnego kolegi, który miał ochotę zapaść się pod podłogę.

— Te ekrany pokazują orbity podróży. Na jednym widać orbitę zadaną, na drugim opisywaną, a trzeci służy do wyliczeń pozycji.

— Co to znaczy, że widać orbitę? Jaką orbitę?

— Przez orbitę albo trajektorię lotu rozumiemy linię krzywą, którą statek opisuje w przestrzeni. Przy wyłączonych silnikach może to być wycinek hiperboli, paraboli albo elipsy.

— A to? — chłopiec wskazał ekrany z płonącym wizerunkiem hali.

— To jest zwykłe urządzenie telewizyjne. Posługujemy się nim, a nie oknami w ścianach, bo żaden materiał przezroczysty nie wytrzymałby ogromnych różnic temperatury i ciśnienia. Telewizory te wrażliwe są na promienie widzialne dla oka ludzkiego, zawodzą więc w nocy, w chmurach i we mgle. Ale i wtedy nie zostajemy ślepi, przełączywszy się na radar, to znaczy, jak wiecie, na ultrakrótkie fale radiowe.

Inżynier przełożył nieduży wyłącznik na pulpicie. Kolorowe obrazy hali zgasły. Na ich miejsce pojawiły się dziwacznie wyglądające wizerunki, utrzymane w kolorach zielonkawo — brunatnych. Przypatrzywszy się chłopcy rozpoznali ten sam obraz co przedtem: wnętrze hali, ludzi, maszyny, ale wszystko nieco ciemniejsze i pozbawione naturalnych barw.

— W ten sposób widzimy powierzchnię planety, zbliżając się do niej w nocy lub przez obłoki. Jest to jednak bardzo mało. Na obcej planecie nie ma oczywiście żadnego sztucznego lądowiska, a dokładnie wypatrzeć rzeźbę terenu, gdy pocisk robi około 1700 kilometrów na godzinę — jest to najmniejsza szybkość wchodzenia w atmosfery planet — nie jest rzeczą prostą, nawet przy współpracy Prediktora. Inżynier podszedł do oświetlonego planu rakiety.