I metodycznie, ze zwykłą skromnością, dowiódł mi, jak prostą i naturalną była jego pozornie cudowna zdolność odgadywania:
— Kiedyś3 otworzył mi drzwi, na twoich ineksprymablach4 znacznie powyżej kolan dostrzegłem siwe wioski, które wskazały, że pies składał ci mordę na kolanach. Przechodząc przez gabinet, dojrzałem na kanapie w rogu znaczne wgłębienie, którego nie mogła wygnieść ludzka istota, bo nie znajdowałoby się ono w takim oddaleniu od końca kanapy i tak bardzo w kącie przy oparciu, i przy tym nie byłoby pokryte tymi samymi siwymi włoskami, które leżały na twych ineksprymablach. Leżał tam skulony pies, z rozmiaru wgłębienia sądząc, duży. Na biurku w gabinecie dojrzałem małą kartkę drukowaną, z kilku wpisanymi słowami, a obok niej przygotowane trzy ruble5. Domyśliłem się, że to kartka z cyrkułu6, wzywająca o zapłacenie podatku za psa. Ponieważ wiem, że dziś ostatni termin, wykombinowałem, żeś posłał służącego po stróża, przygotowawszy pieniądze. Dlatego sam mi otworzyłeś. Służąca zaś zeszła po stróża, a przy tej okazji wyprowadziła psa, aby przewietrzył się... Otwarte drzwi od kuchni, które dostrzegłem przez korytarz, gdyś mi od frontu otworzył, upewniły mnie, że służąca wyszła tylko na chwilę... oczywiście po kogoś, co jest blisko, w podwórzu, więc po stróża...
W istocie wszystko było tak, jak mówił. Ale druga rzecz nie przestawała być cudowną: odgadnięcie charakteru wizyty poprzedniej.
— I tu nie chcę na geniusza pozować — mówił Holmes. — Nie sądź, żem spotkał kogoś na schodach. Powiedziałem ci wyraźnie: twój gość odszedł przed dziesięciu minutami. Nie później, bo byłbym go spotkał, wchodząc na górę do ciebie. Nie wcześniej, bo brał udział w twojej wieczerzy i na wewnętrznej stronie szklanki, która stoi wprost ciebie, para od herbaty nie ostygła jeszcze.
— Lecz skąd wiesz, o czym mówiliśmy?!
— Po tej stronie obrusa, gdzie siedział twój gość, ułożony jest z pestek od wiśni herb Dawida7: dwa przecinające się, wzajem odwrócone trójkąty. Rozmowa dotyczyła kwestii syjonistycznej, była gorączkowa, widać to z niewygasłych rumieńców na twojej twarzy... Twój gość ilustrował rozmowę, pokazując ci herb Dawidowy...
— Lecz skąd wiesz, że to był Semita8?... Mógł przecie rozmawiać ze mną Aryjczyk9...
— Widzę na twoim surducie zwieszający się na nitce guzik. Gdyby nitka oderwała się dawniej, guzik twój już odleciałby... Nie utrzymałby się. Z wątłości nitki i utrzymania się na niej guzika wnoszę, że guzik półoderwano ci dopiero przed chwilą. W tym miejscu zatem ujął cię twój oponent... To nie mógł być Aryjczyk...
— A skąd wiesz, że prędko nie wróci?...
— Widzę, że irytował się podczas rozmowy. Serweta jego zmięta i rzucona na podłogę. W maselniczce po jego stronie masło nosi ostre rysy zbyt energicznie wpychanego noża. Bułka rozerwana jest nader nierówno i nietknięta... Herbata niedopita. W trzech miejscach wiśnie pozostawiły plamy na obrusie, jak gdyby ktoś je pięścią w gniewie rozgniótł...