— Griszka chory...
— Co?
Udaje, że głuchy. To mu sprawia przyjemność. Podchodzę bliżej:
— Griszka chory...
— Coś tu tak, ale nie tak.
Jeszcze się bardziej zmieszałem.
— Coś tu tak, ale nie...
Podniósł swoją białą myckę i odkrył łysinę ogromnych rozmiarów, z myszką. Potem usiadł i ukazuje to wnętrze, to górę swojej dłoni. Wyraża w ten sposób wątpliwość. Ja po raz trzeci:
— Griszka chory, może jakieś jadło.
Odsunął mnie od siebie.