Kiwa głową i wzdycha. Pietia ośmiela się, pod wódką:
— Ja raz wykończyłem jednego parcha66...
— Milczeć. On jest przecież trochę Żyd. Zresztą, to mnie nie obchodzi. Pożyczasz mi granatowy płaszcz?
— Tak, już mówiłem.
— Idę do babskiego.
— Zamknięty w nocy — mówi Grisza.
— Nic nie szkodzi, przelezę przez druty.
— Druty bardzo wysokie.
— Przelezę. Zresztą, co wam do tego?
Żre dalej, popija spirytusem. Wania.