— Dajcie bracia eteru, nie z waleriany, czyściuteńkiego eteru.
Grisza wstaje, podaje dużą flaszkę. Wania z lubością wącha. Potem pije. Wstaje nagle.
— Czy dobrze chodzę?
— Dobrze. Ale milicja ani chybi cię zamknie.
— Ja wdziewam granatowy płaszcz i idę. Idę wprost na druty.
Grisza ukradkiem pokazuje, że Wania zwariował. Wania pod nosem:
— Pomówię, pomówię, uhołubię.
Uśmiech się wałęsa po jego szerokiej twarzy. Wdziewa mój płaszcz. Ostatnie słowo:
— ...uhołubię.
Znika. Teraz ja: