Emil spał. Siódmy dzień gorączki: czterdzieści jeden do czterdziestu dwóch stopni. Mówiłem z doktorem Wilczkiem. Ten powiedział:
— Panie, co pan sobie myśli? Egzantemy68 nie ma. Próba Weila69 minus. Malaria minus. Brucellosa70? Zresztą, jak się tu robi analizy. Dziś umarł dwudziesty szósty lekarz.
I odszedł z nowym podręcznikiem chorób tropikalnych. Na głowie Emila ktoś trzymał rękę. To dusiło — więc powiedział:
— Staszek, jak nie weźmiesz ręki...
Po kwadransie:
— Staszek, weź rękę.
Ja leżałem z drugiej strony. Powiedziałem: „Staszek nie żyje” i zdjąłem rękę. Zawołałem Andrzeja. Potrwało to trochę, zanim go zabrali. Emil usnął. Bełkotał. Po chwili obudziłem go:
— Zupa!
— Mam ją gdzieś. Daj spać.
— Już szósty dzień nic nie jesz, zdechniesz.