— Ojciec nic o tym nie wie jeszcze. Ten idiota lekarz dyżurny myśli, że będę od razu chciał popełnić samobójstwo. Ojciec przyjdzie tu za jakieś pół godziny. I to ja mu to muszę powiedzieć.

Milczenie. Chodzili coraz bardziej nerwowo, coraz bardziej zdyszani.

— Ja będę musiał powiedzieć: „Mama umarła”, chyba tak? Co?

Ona milczała.

— Chyba tak? Kiedy on wreszcie przyjdzie?

Wtedy ona wzięła go delikatnie za ramię i pocałowała w oczy. Wtedy na zakręcie ukazał się Filip z docentem neurologii (jeszcze) N. Rozmawiali o czymś zapalczywie. On rzucił się do nich, jak biegacz na sto metrów. Zapamiętał rozbawiony wyraz oczu ojca, gdy docierał do nich.

Potem:

— Przepraszam cię.

— Czy coś się...?

— Mama umarła.