— Proszę cię, siedź spokojnie, ja muszę oglądnąć pokój.

— Jak długo to trwa u ciebie?

— Piętnaście minut.

Więc oglądała stosy papierów na stole, maszynę do pisania, przez pięć minut czytała Aretina163 (Jak Nana córkę swoją Pipę na kurtyzanę kształciła), potem, z powodu Magnusa Hirschfelda, zapytała, co to jest erekcja, nie czekając na odpowiedź (bełkotał coś) zaczęła bardzo uważnie przeglądać książkę Eddingtona164 (— co to są neutrony?), odłożyła książki na miejsce, przejechała wierzchem dłoni po klawiaturze fortepianu i wróciła na miejsce.

Leżał na tapczanie. Patrzył na nią, jak się patrzy na zwierzęta w ogrodzie zoologicznym, jak się ruszają, i wydawało mu się, tak jak w ogrodzie zoologicznym, że ruchy jej są dziwnie obce i pociągające, że nie są ruchami człowieka.

Mruknęła długo: — Hmmm...

Wtedy postanowił, że ją weźmie za ramię, pochyli lekko, tak żeby jej twarz znalazła się pod jego twarzą. To był rodzaj ruchów, które są równocześnie postanowieniami i każdy ruch zawiera w sobie nabój: wykonanie następnego; seria małych skoków i nigdy nie wiadomo, jaki będzie ostatni.

Czuł, że ona poddaje się bez oporu, że pochyla się w tył, tak jakby wszystko było umówione, i gdy zobaczył jej twarz pod swoją twarzą, powiedziała:

— Teraz muszę ci coś zadeklamować.

— Coo musisz?