Ale ona nie weszła.

Emil, nie patrząc na Elę, bo bał się jej wzroku:

— Chcę cię dzisiaj widzieć.

— Wiesz, że to niemożliwe.

— Bardzo chcę.

— Nie bądź śmieszny. Jest mi przykro, gdy się wygłupiasz.

— Chcę.

— Możesz chcieć.

Wstał i wyszedł z pokoju, omijając Elę szerokim łukiem.

Na czterech fortepianach, w czterech krańcach pensjonatu, ćwiczyli uczniowie Finsena. Książę gruziński o ukośnych oczach grał początek Wallensteinowskiej21 na przyjemnym Bechsteinie22, wśród dymu papierosów; był giętki, wysoki, trzydziestoletni. Z wściekłością wypracowywał i wyrzeźbiał precyzyjnie trzynaście pierwszych taktów, dokładność akcentów, tętniący, ukryty, zduszony rytm.