smutny, zwyczajny pasażer.

Gdy wilki w strasznym skowycie

gryzły bydlęce kości,

pasażer dojechał o świcie

do kresu swych możliwości.

Były tam dwie dziewczyny: kochanka Adama i Pola, która pozwalała na wszystko, tylko nie na „to”. Powitał ich śmiech: wszyscy byli trochę podchmieleni. Pola złapała Emila za rękę:

— Coś ci muszę powiedzieć. Wspaniałego.

Usiadł na fotelu, ona usiadła na poręczy.

— Co?

— Adam powiedział przy wszystkich na plaży: „Klalciu; luszyć cię w plecki...”. Miziali się tak długo. No, i co ty na to?