— Sama siebie nie mogę znieść, taka starucha, to mi każą jeszcze z kilkoma mieszkać.
A potem poszedłem do pokoju. Mieszkaliśmy we czwórkę. Na moim łóżku siedziała czterdziestoletnia Niemka i udowadniała przez długi czas, że z powodu choroby kręgów może tylko ustami, językiem. Potem wszedł do pokoju mężczyzna, któremu Arabowie ucięli wszystko, razem z prąciem, i który z tego powodu śmierdział stale moczem. Dostawał napadów szału i był poetą. I był tam...
— Dość.
Wydała mi się zakłopotana. Ale nie dałem za wygraną.
— I sprzątała tam młoda dziewczyna. Lalka z czekolady.
Wtem zrozumiałem, że za dużo pamiętam. Że popełniłem fatalny błąd. Ale ona rozstrzygnęła:
— Idę po tragarza. Aha, zauważyłam, że pan sepleni i jąka się.
Nie wiedziałem, czy to dobrze, czy źle. Zaczerwieniłem się i powiedziałem:
— Ttttak, nie, proszę pani.
— Czy chodzi pan po schodach?