— Na spacerek.
Ranem wdrapywałem się znów na ściany, gdy było słońce, przeraźliwe. Nauczyłem się głowę wkładać do muszli, do wody. Gdy ją potem wyjmowałem, wszystko się kręciło.
Na górze dziewczynka skandowała: „Da-wid, Da-wid, melech Israel”34. Pani Cin mówiła zwykle, wychodząc:
— Przyzwyczai się pan. Nie takich przyzwyczajałam.
26.
Pewnego razu przystawiono drabinę do mojego klo i na drabinie Batia. Patrzyła, czy jeszcze żyję.
— Ach, zdechlaku ty, zdechlaku — powiedziała.
Weszła do klo, zarzuciła mnie na ramię, zeszła po drabinie.
— Śmierdzisz jak zaraza — powiedziała.
Ona pachniała solą morską.