— Ile miałaś lat?
— Może czternaście. Lecz z ludźmi w kibucu jest nudno. Przychodzą z pola, są zmęczeni i zawsze tak samo. Zwłaszcza z chłopcami. Oni nie mają fantazji. Rano idą, kroczą wszyscy do swoich urzędów, z miną poważną, jakby coś naprawdę chcieli zrobić. I wszyscy na pozór stają się urzędnikami, sędziami, radcami, nawet sprzątaczami ulic.
— A impotenci?
— Nie ma impotentów. Każdemu da się zrobić jakąś przyjemność. Czy polizać, czy pocałować, czy dać się pomacać, to nie jest byle co. To bardzo często decyduje.
Ona zapalała się.
— Bądź już spokojna. Jest trzecia.
— Dopiero trzecia?
— A co chcesz robić jutro?
— Jutro pojedziemy do Jerozolimy. Zobaczysz.
— Zobaczę. A pieniądze?