— Niech pan łaskawie spocznie.

Miał wielką księgę przed sobą.

— Imię? Nazwisko? Skąd pan wziął fundusze?

Wtem alfons-konfident. Składa jakiś raport.

— Proszę zaczekać — powiedział gość z wielką księgą. Do alfonsa:

— Więc dochodu czystego ile? Aha. „Szantaż prosty”. Ile?

Sutener zanurzył swój nos w wielkie starannie owłosione ucho. Mruczał. Urzędnik odwrócił kartę grubej księgi, na której widniało konto „żonaty człowiek”.

— Ile?

I znów obróciła się karta wielkiej księgi i ukazało się konto „kiedyś zapłacił, gówniarzu?”. I potem „och, przyszedł mój mąż”.

— Ile? Ile?