— Twoja pamięć, kochanku, jest zanadto wierna, a raczej zanadto usłużna. I po czymże poznajesz tak niezawodnie Szymona Vidal, który był dzieckiem pięcioletnim, gdy zniknął z domu?
— Dlaczegóż nie miałbym go poznać? Byłem w jego wieku i zapamiętałem go doskonale. Wszystkie jego rysy rozpoznaję w pańskich, które od tygodnia badam z uwagą. Gdyby mi zresztą pozostawała jeszcze jaka wątpliwość, jeden szczegół wystarczy do jej usunięcia. Pewnego razu, bawiąc się z Szymusiem, rozciąłem mu czoło kamieniem. Rana była szeroka i głęboka, wybornie pamiętam.
I przy tych słowach, wyciągając rękę do czoła Manuela:
— Otóż blizna! — oświadczył z przerażającym spokojem.
Teatralna ta scena wzbudziła szmer wśród obecnych.
— Nędzniku! — wrzasnął Manuel — zapłacono ci, abyś wygłosił te niedorzeczne oszczerstwa! Bracie mój, w imię prawdy i sprawiedliwości wypędź tego zuchwalca!
Roland odpowiedział wybuchem wzgardliwego śmiechu. Na niego przyszła kolej zabrania głosu w tej tragikomedii podstępu i podłości.
— Precz z maską, panie! — wyrzekł wyniośle. — Człowiek ten powiedział prawdę. Od tygodnia już haniebnie mnie zwodzisz.
— Co on mówi? — jęknęła Gilberta, która śledziła tę scenę z przestrachem, pozbawiającym ją prawie przytomności.
— Zastanów się, co czynisz, Rolandzie! — wtrącił się surowo Cyrano, nie dając czasu do odpowiedzi swemu protegowanemu.