Rinaldo stał w środku grupy, do której przyłączali się coraz nowi goście. Manuel zbliżył się doń, położył rękę na jego ramieniu i patrząc oko w oko, wyrzekł z naciskiem:
— No, przyjacielu; przypatrz mi się dokładnie i powiedz z łaski swojej, kimże to ja jestem, jeśli nie wicehrabią Ludwikiem?
Lokaj miał minę zakłopotaną.
— Z przeproszeniem jaśnie pana — rzekł z maskowaną ironicznie bezczelnością — jaśnie pan jest Szymon Vidal.
— Szymon Vidal, syn ogrodnika z Fougerolles! — zaśmiał się szyderczo Cyrano. — Paradny koncept, ani słowa!
— Tak — ponowił Rinaldo — mały Szymuś, który zginął równocześnie z naszym drogim paniczem.
Cyrano wzruszył ramionami.
— Ten człowiek mówi od rzeczy — zwrócił się do Manuela. — Nie ma co mu odpowiadać.
— Mnie to zostaw, kochany Cyrano. Trzeba, żeby wszyscy byli sędziami mego honoru.
I przystępując ponownie do Rinalda, rzekł z mocą: