Zaskoczyło to łotra niespodziewanie. Namyślał się, co odpowiedzieć. Coś, jakby głos sumienia, zagadało we wnętrzu jego duszy; usłyszał też cichy głos Zilli, która szepnęła mu do ucha:

— Nie gub go!

Jednocześnie hrabia de Lembrat, przechodząc mimo niego, rzekł półgłosem:

— Pamiętaj!

Ciągniony w tę i ową stronę, Cygan nie wiedział przez chwilę, kogo posłuchać. Wszystko doradzało mu oszczędzać interesu Rolanda, obawiał się jednak narazić sobie Zillę, której jedno słowo zgubić go mogło.

— Odpowiadajże — zgromił go starosta. — Czy Manuel był powiernikiem i wspólnikiem twoich zamysłów?

Surowy głos sędziego był tym ostatnim ziarnem piasku, które rzucone na pełną już szalę przechyla ją. Pod działaniem tego głosu Ben Joel wybrał, prawie bezwiednie, drogę przeciwną tej, na którą ciągnął go głos sumienia i Zilli.

— Tak — odrzekł — Manuel był moim wspólnikiem.

— Nędzniku! — zaryczał wicehrabia, nie panując już nad sobą — znów bezczelnie skłamałeś! Kłamiesz wciąż! Kłamiesz każdym słowem swoim! Ach, Zillo, moja siostro, moja dobra, poczciwa Zillo! Powiedz im, że są ofiarą błędu i podejścia! Ty znasz mnie, Zillo; ty wiesz, że nie byłbym zdolny do zarzucanej mi podłości.

Zilla ściągnęła brwi, gdy z ust jej brata wybiegło słowo oskarżające Ludwika. Teraz, gdy Ludwik przemówił, czoło jej stało się na powrót gładkie i surowe, i głosem zimnym, nie podnosząc oczu na mówiącego, rzekła: