— Nie były mi zupełnie znane projekty ani brata mego, ani twoje. Nie mogę tu nikogo ani oskarżać, ani bronić.

Zaraz też w głębi duszy pomyślała: „Spadł już dość nisko; teraz może już mnie kochać”.

Ludwik chciał przemówić. Starosta zatamował mu głos, odzywając się surowo.

— Manuelu, jesteś oskarżony i dostatecznie, jak sądzę, przekonany, o nieprawe przywłaszczenie sobie nazwiska i tytułów wicehrabiego Ludwika de Lembrat. Odprowadzony zostaniesz do więzienia, aby tam oczekiwać orzeczenia sprawiedliwości.

W tejże chwili dał znak. Drzwi otworzyły się ponownie i wkroczył przez nie dowódca miejskiej straży w towarzystwie kilku uzbrojonych pachołków.

— Jak to? Do więzienia — ujął się gwałtownie wzburzony Cyrano. — A, na Boga i wszystkich świętych! Komedię posunięto za daleko!

— Milczenie — rozkazał starosta.

A strażnikowi rzucił:

— Czyń swą powinność!

Dowódca straży zbliżył się do Ludwika i zażądał od niego szpady.