— To, co ci mam powiedzieć, nie powinno być słyszane przez nikogo więcej, prócz nas dwóch. Wymaga tego twoja godność.
— Moja godność?
— Tak, a zarazem twoja miłość własna. Dla twego dobra jedynie wymagam jak największej ostrożności, gdyż co się mnie tyczy, zwłaszcza po tym, co zaszło, mało mnie obchodzi, czy ktoś z wytężonym uchem czai się za obiciem twego pokoju.
— Kto miałby nas podsłuchiwać? Na jakiej zasadzie opierasz to podejrzenie?
— Na dowodach niezwykłego zaufania, jakim zdajesz się obdarzać Rinalda.
— Pozbądź się swych obaw. Nikt nie usłyszy tego, co się tu powie. Mów zatem. Co masz mi do wyjawienia?
Oblicze Cyrana, aż dotąd zupełnie spokojne, w jednej chwili zmieniło wyraz. Oczy poety zabłysły, usta wykrzywiły się najwyższą wzgardą — i głosem ostrym, tnącym jak ostrze miecza rzucił on:
— Przede wszystkim mam ci do wyjawienia, że jesteś nędznikiem!
Roland porwał się wściekły z gniewu.
— Panie!