Trzej towarzysze Ben Joela widząc, że ich wódz zaprzestaje walki, poszli skwapliwie za jego przykładem. Zamiast nacierać na bezbronnego Cyrana, zatarasowali swymi łachmaniastymi figurami drzwi, aby nie dopuścić do jego ucieczki.
Castillan podczas tej krótkiej sceny przyszedł cokolwiek do siebie. Poeta, uwolniony od napastników, podał mu rękę i pomógł wstać.
Dzielny szlachcic biedził się jeszcze nad rozwiązaniem pytania: dlaczego zjawienie się Rinalda wpłynęło tak zbawiennie na losy nierównej walki, gdy sługus Rolanda zbliżył się doń z miną ugrzecznioną i zmuszając do uśmiechu twarz o wyrazie złowrogim, oświadczył:
— Panie de Bergerac, może pan wracać do domu. Nie potrzebuje się pan niczego obawiać.
— He, mości Rinaldo! — wykrzyknął zuchowato poeta. — Czy mógłbym dowiedzieć się, czemu zawdzięczam uprzejmość pańską?
— Jestem szczęśliwy, mogąc przysłużyć się czymkolwiek jednemu z przyjaciół pana hrabiego.
— Hm, hm! Coś innego w tym się ukrywa. W każdym razie słuchajcie, łotry! — mówił szlachcic, obrzucając wyzywającym spojrzeniem otaczających go zbójów — jeśli wypuszczacie mnie dziś w nadziei, że w przyszłości, przy nowym napadzie, lepiej się obłowicie, muszę was zawczasu wyprowadzić z błędu. Przysięgam wam, łajdaki, że przy pierwszej zdarzonej35 sposobności nie tylko nie będę was oszczędzał, ale zapłacę z lichwą36 zbrodnie dzisiejsze. Oprzyj się na mnie, Castillanie. Do widzenia, Zillo.
I dumny jak satrapa przeszedł samym środkiem ustępujących mimowolnie bandytów, nic sobie nie czyniąc z błyszczących nożów i szpad obnażonych i z wolna, podtrzymując osłabionego Sulpicjusza, jął zstępować ze schodów.
Gdy zniknął, Rinaldo parsknął śmiechem szyderczym.
— Beze mnie — rzekł do Ben Joela — byłbyś palnął niepowetowane głupstwo.