— Ja łaknę jego krwi — warknął Cygan, tocząc dokoła spojrzenie złowrogie — i prędzej lub później napić się jej muszę!

— Oddam ci na własność twoją ofiarę, gdy już nie będzie mi potrzebna. A możesz być pewny, że już ci się nie wymknie. Od tej chwili trzymam go ni mniej, ni więcej, tylko tak właśnie, jak się trzyma na nitce uwięzionego za łapę chrabąszcza.

To świetne porównanie wymownego Rinalda położyło koniec rozmowie.

Dwaj ranni zostali wyniesieni przez przyjaciół i Zilla pozostała sama w swej komnacie, gdzie śladem przejścia Cyranowego była straszna całego mieszkania ruina.

XVII

Nazajutrz po tych wypadkach jakiś chuderlawy, na obie nogi utykający staruszek zatrzymał się przed domem, w którym mieszkał Cyrano, a który był w rodzaju dość przyzwoicie wyglądającego zajazdu. Po chwilowym wahaniu się staruszek wszedł, a raczej wśliznął się nieśmiało do wspólnej izby gościnnej na dole. Miał na sobie czarny, wytarty kaftan, za krótkie spodnie, ściśnięte pasem skórzanym, u którego przywiązane były przyrządy do pisania, a wreszcie szare pończochy, opadające na przestronne, ciężkie trzewiki bez sznurowadeł. Zatłuszczona mycka nakrywała mu czubek głowy, spod niej zaś wymykały się długie pasma siwych włosów.

Nieznajomy miał minę opłakaną. Przygarbione jego plecy zdawały uginać się pod ciężarem małego tłumoczka podróżnego, a suchy kaszel wstrząsał co parę chwil jego całą wątłą postacią.

Jakkolwiek ten przybysz wyglądał bardziej na żądnego datku biedaka niż na gościa, który byłby w stanie uiścić opłatę za gościnność, właściciel zajazdu, człowiek dość miękkiego serca, zbliżył się doń grzecznie i zapytał, czego żąda.

— Pokoju gościnnego, bez urazy pana gospodarza — rzekł starzec pomiędzy dwoma napadami kaszlu.

— Czy wiecie, że tu płaci się za pierwszy tydzień z góry? — objaśnił uprzejmie właściciel.