— Za heretyka, mój panie. Zasłużył, aby go wyklęto.

— Doprawdy?

— Alboż nie wygłasza rzeczy ubliżających w najwyższym stopniu naszej świętej religii?

— Musiałeś pan źle słyszeć. Oto, co mówi ten autor...

I sąsiad człowieka z gwizdawką jął deklamować całą tyradę z Agrypiny. Po tej pierwszej tyradzie nastąpiła druga, po drugiej trzecia... Coraz większy zapał ogarniał deklamatora.

— Ależ, panie! — zawołał tamten, zalany niepowstrzymanym potokiem poezji — jak mogłeś zatrzymać w pamięci tak wiele wierszy?

— Czy przyznajesz pan, że wiersze te nie są złe?

— Przyznaję.

— Czemuż zatem wygwizdywałeś je przed chwilą?

— Spojrzyj pan na publiczność... Bardzo wiele osób pogląd mój podziela!