— Biedacy! Gdy jeden osioł ryknie, inne mu zawsze wtórują...
— Panie, to wygląda na obelgę!
— Tak pan sądzisz?
— Jestem tego pewny.
— Tym gorzej dla pana. Ale sza!... Zaczyna się akt czwarty, trzeba słuchać z uwagą.
— Podzielam pańskie zdanie. Wrócimy do naszej sprzeczki za chwilę i poprowadzimy ją w inny sposób.
— Pan z prowincji? — zapytał szyderczo deklamator, usłyszawszy pogróżkę.
— Jestem margrabia de Lozerolles.
— Stara szlachta z Poitou! Ale przepraszam. Pozwól mi, mości margrabio, słuchać Sejanusa.
Na scenę wyszli aktorzy. Starcie musiało się zatrzymać na tym punkcie. Nie wyniknął stąd zresztą żaden skandal, gdyż przeciwnicy prowadzili spór z wyszukaną grzecznością, jak przystało ludziom dobrze wychowanym.