Jest bogaczem mimo nędzy...

Za Luwr mi poddasze stanie,

Z płaszcza mam strój i posłanie.

Nie znam, gardząc bogactw marą,

Co to przed złodziejem trwoga;

Pułap jest moją kotarą,

A materacem — podłoga!

Wydobywszy się z ciasnego przesmyku, śpiewak znalazł się tuż na brzegu rzeki, przy drodze holowniczej, która zawieść go miała prosto do przewozu, naprzeciw wioski Saint-Sernin.

Spoza szańca wzgórz wysunął się właśnie księżyc.

Przy niepewnym jego świetle podróżny dostrzegł o kilka kroków przed sobą stojącego nieruchomo człowieka.