— Żadnych wstępów, proszę cię! Mów od razu wyraźnie.

— A więc, jaśnie panie, powracam właśnie od Bergeraka.

— Dalej?

— Ptaszek wyfrunął z gniazda.

— Kiedy!?

— Ostatniej nocy.

— A!

— Wypytywałem jego gospodarza, który jest wielkim gadułą. Powiedział mi, że...

— Że co?

— Że jakiś wieśniak z Romorantin zjawił się u poety wczoraj wieczorem i oddał mu list bardzo pilny. Cyrano natychmiast po przeczytaniu listu, nie słuchając żadnych uwag, dosiadł konia i z największym pośpiechem wyjechał z Paryża. Udał się on bez żadnej wątpliwości na pomoc Castillanowi, gdyż ja w tym wszystkim znów wietrzę tego przeklętego pisarka!