— Potem przywykłam do niej.

— Tak dalece, że dziś...

— Dziś, jak sądzę, nie mogłabym już gniewać się nań za rzecz, którą przyjmowałam z pobłażaniem.

— I naprawdę panienka go nie zna?

— Przysięgam ci, że naprawdę.

— Nie podejrzewa panienka nikogo?

— Nikogo.

— Nawet hrabiego de Lembrat, swego narzeczonego?

— Jego! Skąd ci to mogło przyjść do głowy! Wszakże widuje mnie codziennie i w każdej chwili może do woli ze mną rozmawiać. W jakimże celu miałby ofiarowywać mi w tajemnicy wiersze i kwiaty?

— Może to delikatna forma pamięci i hołdu?