— Jedno z dwojga: albo język zrobił ci się dziś bardzo powściągliwy, albo też sam nic nie wiesz.
— Ja nie wiem? — wykrzyknął gospodarz, w którego najczulszą strunę ugodziły widocznie te słowa. — Gdyby nie to, żem zobowiązał się milczeć jak karp, zaraz byś dowiedział się, czy ja nic nie wiem!
To wyznanie, któremu towarzyszyła wielce znacząca mina, spowodowało, że cała kompania, wstawszy ze stołków, skupiła się dookoła oberżysty.
Wietrzono jakąś ciekawą historyjkę i za wszelką cenę usłyszeć ją chciano.
— Jeśli przyrzekłeś dochować tajemnicy — wyrwał się jeden z wieśniaków — my również możemy ci ją przyrzec. Co u diabła! Nie trzyma się języka za zębami przy kumach i sąsiadach! Dalej, gadaj nam tu zaraz, co wiesz o czarnym człowieku!
— Ależ...
— Gadaj, gadaj, nie ma rady! — jęła powtarzać chórem cała kompania, której ciekawość podniecona była do najwyższego stopnia zachowaniem się oberżysty.
— Przyrzekłem...
— Ależ... wariacie! Zachowamy to przy sobie!
— Przysięgnijcie.