— Chętnie bym to zrobił — odrzekł hrabia z niezmąconym spokojem — gdyby nie to, że na nieszczęście albo raczej... na szczęście listu tego już nie mam.
— Gdzież on?
— W tej chwili już zapewne w rękach Manuela, któremu poleciłem go oddać.
— Kiedy?
— Dziś rano.
— Fałsz! — wykrzyknęła Zilla. — Przepędziłam noc przed bramą pańskiego pałacu: nie wyszła stąd ani jedna osoba.
Hrabia uczynił szybki ruch zniecierpliwienia i gniewu. Powściągnął go jednak w tejże chwili. Musiał oszczędzać Zillę. Jedno jej słowo mogło, jeśli nie zgubić go, to przynajmniej podać w silne podejrzenie.
— Jesteś kobietą — rzekł, opanowując wzruszenie — przebaczam ci zatem zuchwalstwo, z jakim śmiesz kłamcą mnie czynić. Jednak upewniam cię, Zillo, że nic nie ma prawdziwszego nad to, com ci powiedział. Przyszłość pokaże ci, jak bardzo błądziłaś, mając mnie w podejrzeniu. A teraz żegnam cię. Obowiązek powołuje mnie do Luwru.
Pożegnał Zillę ruchem ręki, przeszedł koło niej i zniknął, pozostawiając oburzoną i bezradną na środku wielkiej izby przedpokojowej.
Prawie w tejże chwili pięciu czy sześciu lokajów wbiegło do przedpokoju i Zilla zrozumiała, że nie ma tu już nic do czynienia.