— Dobre pchnięcie szpady zapewne? Na taką śmierć sumiennie zasłużyłem.
— Nie, śmierć pańska będzie inna — oświadczyła stanowczo wróżka, przyjrzawszy się ponownie liniom krzyżującym się na dłoni szlachcica.
— Zgadzam się i na to. Na ciebie kolej, Rolandzie.
— To byłoby zbyteczne. Ja żadnej wiary do wróżb nie przykładam.
— Ja również. Ale trzeba dać coś zarobić tym biedakom.
— Prawda.
I Roland poddał się z kolei badaniom rzekomej czarodziejki.
— Nie bez powodu wzdragałeś się, panie hrabio — oświadczyła ona głosem poważnym i głębokim. — Dłoń pańska jest najdziwaczniej zapisana.
— Doprawdy?
— Wszystko w tych liniach jest mrokiem i tajemnicą. Pozwól mi zebrać myśli, jaśnie panie.