— Nie. Proszę nie dopytywać nadaremnie. Osoba, która to przysyła, pragnie pozostać nieznaną.
Nagła myśl przebiegła przez głowę Manuela.
„Czyżby Gilberta?” — pomyślał.
I pilniej jął wpatrywać się w posłańca, którego twarz była mu zresztą najzupełniej obca.
— Na cóż ta tajemnica? — zauważył. — Wyjawiając mi imię tego lub... tej, co o mnie pamięta, cóż pan ryzykujesz? Czy to dama?
— Być może. Powtarzam jednak, niech pan nie żąda ode mnie, abym powiedział, czego mi mówić nie wolno. Żegnam pana. Do jutra. Nie będzie panu odtąd zbywało na niczym, co może złagodzić przykry pobyt w więzieniu.
Gdy Manuel pozostał znów sam, próbował rozwiązać zagadkę.
Któż to mógł o nim pamiętać?
Bez wątpienia Cyrano. Ale czyż nie oświadczono mu wyraźnie, że szlachetny poeta nie miał żadnego w sprawie tej udziału?
Gilberta? Przez chwilę myślał o niej, a tajemniczość, którą otaczał się posłaniec, mogła była z łatwością usprawiedliwić to przypuszczenie — teraz jednak, gdy rozważał wszystko na zimno, zrozumiał, że było to najzupełniej niemożliwe.