Młody strażnik postawił latarnię swą na wystającym kamieniu, pożywienie umieścił na ławie w pobliżu więźnia i rzekł:

— Dzień dobry panu. Widzę z przyjemnością, że pan nie potrzebował czekać na mnie z obiadem.

— Dziękuję ci, przyjacielu — odrzekł Manuel ze smutnym uśmiechem. — Czy nie mógłbyś mi powiedzieć, komu zawdzięczam...

— Nie wiem. Ale czy pan to zna?

Ujął latarnię i przy jej świetle zabłysnął przed oczami Manuela srebrną bransoletą Zilli.

Z łatwym do pojęcia radosnym zdziwieniem młodzieniec pochwycił klejnot, który zresztą znany był mu doskonale.

Ta bransoleta zdawała się potwierdzać wszystkie jego przypuszczenia.

— A więc tak, to Zilla! — rzekł do siebie na głos.

— Jest tam coś napisane — objaśnił strażnik. — Niech pan czyta prędko i jeżeli mogę być panu w czym użyteczny...

Wówczas dopiero Manuel dojrzał znaki nakreślone na srebrnej obrączce.