Zanim Cyrano mógł rozpoznać, który to z wrogów poległ od jego kuli, lampa została zrzucona na ziemię i zgasła.

Poeta przybrał postawę obronną i czekał.

W mroku nic się nie poruszało i najlżejszy głos nie wychodził znikąd — prócz słabych westchnień wydawanych przez ranionego.

— Poddaj się! — zawołał rozkazująco poeta.

Szmer oddalających się szybko kroków był odpowiedzią na to wezwanie.

Kroki te zmierzały w stronę drzwi.

Cyrano uderzył kilkakrotnie z całej siły nogą w podłogę.

Głos jakiś odpowiedział mu z dołu, a w chwilę później drzwi otworzyły się i stanął w progu Castillan z lampą w ręce.

— Długo budzić cię trzeba! — rzekł z gniewem poeta.

Sulpicjusz nie miał czasu odpowiedzieć.