Ben Joel rzucił się na niego z podniesionym nożem, torując sobie przejście.

Castillan w braku broni przytknął mu do samej twarzy płonącą lampę.

Olśniony i oparzony Cygan rzucił się w tył i wprost upadł w ramiona Cyrana, który ścisnął go krzepko, przywołując Castillana do pomocy.

Sulpicjusz postawił lampę na stole i zabrał się również do Ben Joela, który w mgnieniu oka został rozbrojony i związany, i nie mógł już niczym przeciwnikom swym zagrażać.

Wówczas dopiero Cyrano zajął się Rinaldem. Leżał on z twarzą zwróconą do ziemi; na podłodze przy nim połyskiwała kałuża krwi.

— Nie żyje, zdaje się! — rzekł poeta. — A to byłaby szkoda. Zmusilibyśmy go do mówienia.

Raniony głucho zajęczał.

Cyrano uniósł go i rozpiął mu kaftan na piersiach.

Rinaldo ugodzony został w lewą stronę piersi.

— Zgubiony! — szepnął do siebie poeta, który znał się na ranach. — Próbujmy jednak przywrócić go do przytomności.