— Tortura.

— Prawda — rzekł zimno hrabia — zapomniałem o tym.

Niezmierna radość napełniła serce Rolanda. Otrzymał rzecz, której żądał, nie będąc zmuszonym prosić o nią wyraźnie. Wiedział on, że najodważniejsi nawet, gdy się ich weźmie na męki, mają chwilę słabości, liczył więc, że ból fizyczny wyciśnie z ust Manuela wyznanie, które zgubi go ostatecznie.

— Panie hrabio — odezwał się nagle starosta — czy nie posyłałeś kogo do Manuela?

— Posyłałem służącego, aby mu zaniósł trochę pożywienia. Mimo wszystko ten Manuel obchodzi mnie i chciałem mu choć w ten sposób osłodzić pobyt w więzieniu — odparł bezczelnie Roland.

— Doprawdy, panie hrabio, jesteś zanadto dobry. Tego rodzaju nędznik nie zasługuje na żadne współczucie.

— Czy to on wspominał panu o tym? — spytał Roland zaniepokojony.

— Nie! Dowiedziałem się o tym od dozorcy.

Hrabia uspokoił się.

— Poleciłem służącemu — dodał — aby nie wymieniał osoby, która prowianty posyła. Manuel, jak się zdaje, domyślił się czegoś, bo już nazajutrz nie chciał przyjąć posłańca.