— Tak, panie hrabio. Twierdzi on nawet (rzecz niesłychana, doprawdy, a jednak prawdziwa) że sędziom przedstawi dowód... materialny dowód słuszności swych zeznań.

— Dowód... materialny? — powtórzył Roland niespokojnie. — Cóż takiego ma on na myśli?

— Nie wiem. Odmówił bliższych wyjaśnień.

— A pan starosta nie domyśla się, o co idzie?

— Nie, nie domyślam się. Jedna tylko rzecz mnie uderzyła. Podczas poprzednich przesłuchiwań Manuel był smutny, przygnębiony nawet. Na zadawane sobie pytania odpowiadał z widocznym wysiłkiem, świadczącym o upadku ducha. Dziś stanął przede mną jakby całkowicie przetworzony. Przyczynia mi to wiele kłopotu.

— Czy nie rozporządzasz pan środkami, które pozwalają sięgnąć aż do samego dna jego sumienia? Zręczny to człowiek; odgrywa zapewne komedię czelności.

— Nie ma takiej komedii, którą by można odegrać wobec groźnych narzędzi, jakimi posługuje się prawo.

— Sądzisz pan zatem, że przemówi?

— Tak, za kilka dni. Wspomniałeś pan o środkach, które przyśpieszają wahające się postanowienie. Najlepszym z tych środków i ostatecznym, gdyż używam go jedynie w wypadkach tak wyjątkowego uporu, jak ten właśnie, o którym mówimy, jest...

— Jest?...