— Ach, tak — zauważył pogardliwie hrabia — zrobisz mądre przygotowania i, jak zawsze, do niczego cię one nie doprowadzą.
— Sądzę, że zabrawszy się do dzieła zaraz jutro...
— Tu nie można czekać do jutra. Trzeba działać zaraz, natychmiast, tej nocy jeszcze. Aby śmierć Cyrana korzyść mi jaką przyniosła, musi on zginąć wpierw, zanim się uda do Châtelet, wybiera się zaś tam o świcie.
— A więc napad może być urządzony na drodze. I byle tylko napadający znaleźli się w dostatecznej liczbie...
— Tak. To rzecz najważniejsza. Idź, zbierz swych kamratów. Wynagrodzę ich hojnie. Uzbrójcie się w noże; szpadami nic nie zdziałacie. To gracz nie lada.
— Kiedy i gdzie mamy się stawić na rozkazy jasnego pana?
— Twoi towarzysze zatrzymają się na ulicy. Ty przyjedziesz tu sam o trzeciej po północy. Wydam rozkaz służbie, aby cię wpuściła.
— Czy i jasny pan uda się z nami?
— Tak; chcę widzieć was przy robocie.
— A, klnę się na piekło, jasny panie! — zawołał na odchodnym Cygan — że tym razem odpłacę z lichwą za wszystkie krzywdy swoje i że Kapitan Czart żywcem z rąk naszych nie wyjdzie!