— Bynajmniej... Kochałem, wyznałem swą miłość i dość na tym. To był najwyższy i jedyny cel mojej ambicji.
— W takim razie, mój drogi, jesteś szaleńcem!
— Dlaczego? Składam hołd kobiecie, której wdzięk i piękność oczarowały mnie. To moja osobista sprawa. Co jej do tego, skoro mnie nie kocha?
— Przypuszczałem co innego.
— Co mianowicie?
— Przypuszczałem, że nie mogąc liczyć na to, aby panna Gilberta zniżyła się do ciebie, postarałeś się o środki wzniesienia się aż do niej.
— Nie chcę nikogo w błąd wprowadzać. Tak nie było i tak nie jest.
— Naprawdę?
— Upewniam pana. Więcej nawet: przysięgam panu.
— Tak więc — rzekł Cyrano głosem zdradzającym pewnego rodzaju zawód i jakby rozczarowanie — nie jesteś niczym więcej, tylko Cyganem, żebrakiem, może tylko cokolwiek odważniejszym od innych?