— Prawie nic.
— To „prawie nic” może mieć swe znaczenie. Wyjaśnij mi je.
— Prawdę rzekłszy, nie sądzę, abym należał do rodu Ben Joela.
Z piersi Cyrana wybiegło westchnienie ulgi.
— Na czym opierasz swą wątpliwość?
— Na wspomnieniach.
— Widzisz zatem, że coś pamiętasz z przeszłości.
— Cóż z tego! Jeżeli wypadkiem jestem podrzutkiem, któż mi zwróci moją rodzinę?
— Pewni ludzie — zauważył ze szczególnym naciskiem Cyrano — potrafią odnaleźć igłę w stogu siana. Pochlebiam sobie, że do tych ludzi należę.
Manuel zerwał się gwałtownie ze stołka. Oczy jego błyszczały, w piersiach szybko się podnoszących głośno kołatało serce.