Ben Joel i Cyrano skrzyżowali spojrzenia, przy czym szlachcic musiał w oczach Cygana wyczytać coś niepożądanego, gdyż ściągnął brwi i poruszył się niecierpliwie.
— Dla stwierdzenia tożsamości Manuela — podjął Ben Joel tym samym, powolnym a silnym, głosem — wystarczy tymczasem moje świadectwo.
— Cóż to, śmiesz być nieposłusznym? — wyrzekł groźnie Cyrano, kręcąc koniec wąsa w drżących z niecierpliwości palcach i dziwiąc się własnej tak długiej pobłażliwości.
Ale zimna krew Ben Joela wzmagała się w miarę rosnącego gniewu Cyrana. Człowiek ten w jednej chwili obmyślił plan postępowania, który miał zaspokoić równocześnie jego zemstę i chciwość.
Chłosta otrzymana na drodze do Fougerolles paliła dotąd jeszcze jego plecy, uśmiechał się więc w głębi duszy do swych myśli, które oddawały mu w zależność człowieka tak bardzo znienawidzonego.
— Jeżeli zajdzie potrzeba okazania księgi sądowi — dorzucił, nie zmieniając tonu — sam mu ją przedstawię. Nie chcę — słowo to wymówił ze szczególnym naciskiem — nie chcę powierzać jej w cudze ręce.
— A! — wrzasnął Cyrano, podchodząc do niego — tak bardzo zatem szacujesz tę relikwię, mości Joelu?
— Tak, bardzo ją szacuję.
— Doprawdy?
— Najpierw jako relikwię.