— Czy to prawda, że jest szlachcicem?

— Trudno o tym wątpić — zaśmiał się szyderczo. — Moje dowody stwierdzają to w zupełności.

— Niech będą przeklęte!

— I dlaczegóż to, siostruniu?

— Dlatego — wykrzyknęła Zilla, pokonana nareszcie przez ból serdeczny — że kocham Manuela i że on teraz dla mnie stracony!

— A, przyznajesz się zatem?

— Tak — podjęła z nowym wybuchem — przeklinam szczęście, które go wynosi wysoko, bo mnie strąca ono w przepaść. Zanim upłynie tydzień Manuel może już nawet imion naszych zapomni.

— O, bądź spokojna, nie zapomni.

Zilla nie pojęła właściwego znaczenia tych słów.

— A gdyby ktoś — rzekła tajemniczo, pochylając się do brata, zdziwiona i jakby ośmielona tonem jego ostatniej odpowiedzi — gdyby ktoś usunął dowód przywracający Manuelowi nazwisko de Lembrat, jakbyś wówczas postąpił, Ben Joelu?