— Boże wielki, nie. Czyż i teraz nie jestem na nie narażona? Nie uważasz chyba Olesia i Alfonsa za rzeczy miłe, gdy mnie po prostu dręczą przez całe życie?
— Nigdy niczego nie traktujesz poważnie, Filo.
— A dlaczego mam to robić? Dość jest ludzi, którzy tak postępują. Światu potrzebni są tacy ludzie jak ja, Aniu. Okropny stałby się, gdyby wszyscy byli tak straszliwie poważni. Moim zadaniem jest czarować i wabić. A teraz wyznaj, czy życie w „Ustroniu Patty” nie było rzeczywiście o wiele jaśniejsze i milsze ostatniej zimy, gdy ja tu byłam, aby was psuć?
— Owszem — przyznała Ania.
— I wszystkie mnie lubicie, nawet ciotka Jakubina, która jest zdania, że jestem zupełnie zwariowana. Więc dlaczego mam się starać być inna? O, moja kochana, tak mi się chce spać! Nie spałam wczoraj do pierwszej, gdyż czytałam okropną historię o duchach. Czytałam ją w łóżku, a gdy skończyłam, czy sądzisz, że mogłam wyjść z łóżka, żeby zgasić światło? Nie! I gdyby Stella nie przyszła na szczęście późno, lampa paliłaby się do rana. Kiedy usłyszałam kroki Stelli, zawołałam ją, wyjaśniłam jej swoje straszliwe położenie i poprosiłam, żeby zgasiła światło. Gdybym wstała sama, żeby to zrobić, na pewno coś by mnie złapało za nogę w powrotnej drodze do łóżka. Ale Aniu, czy ciotka Jakubina postanowiła wreszcie, co zrobi tego lata?
— Tak, chce pozostać tutaj. Wiem, że czyni to przez te przeklęte koty, chociaż powiada, że miałaby za wiele kłopotu z zakładaniem własnego gospodarstwa, a nienawidzi wizyt.
— Co czytasz?
— Klub Pickwicka.
— Przy tej książce jestem zawsze głodna — rzekła Fila. — Tyle tam jest dobrego jedzenia! Wszystkie osoby stale się raczą szynką, jajkami i ponczem. Gdy czytam Klub Pickwicka, idę zawsze potem do kredensu posilić się. Na samą myśl o tym przypomina mi się, że konam z głodu. Czy jest coś do zjedzenia w spiżarni, Królowo Anno?
— Zrobiłam dzisiaj rano cytrynowy pasztet. Możesz dostać kawałek.