Ciotka Jakubina potrząsnęła głową.

— Pragnę wierzyć, Aniu. Pragnę wierzyć, gdyż lubię ją. Ale nie rozumiem jej. Wyprowadza mnie z równowagi. Nie jest podobna do żadnej z dziewcząt, jakie znałam, ani z tych, jakimi ja sama byłam.

— Iloma to dziewczynkami ty byłaś, ciotko Jakubino?

— Przynajmniej tuzinem, moja kochana.

Rozdział XX. Gilbert mówi

— Był to długi i prozaiczny dzień — ziewnęła Fila, przeciągając się leniwie na kanapie, pozbywszy się dwóch natarczywych kotów.

Ania podniosła wzrok znad Klubu Pickwicka. Teraz, po egzaminach wiosennych, raczyła się Dickensem.

— Dzień był prozaiczny dla nas — rzekła w zadumie. — Ale dla niektórych ludzi był to dzień cudowny. Niektórzy byli dziś szczęśliwi. Może gdzieś dokonano dzisiaj jakiego wielkiego czynu lub napisano wielki poemat, lub urodził się wielki człowiek. A niejedno serce zostało złamane, Filo.

— Po co psujesz swoją piękną myśl, dodając to ostatnie zdanie — mruknęła Fila. — Nie lubię myśleć o złamanych sercach i innych niemiłych rzeczach.

— Czy sądzisz, że zdołasz przez całe życie unikać niemiłych rzeczy, Filo?