— Nic o nim nie można powiedzieć poza tym, że zawsze wygląda, jakby przed chwilą został nakrochmalony i wyprasowany.

— Więc Marek Holworthy. Jemu nic nie możesz zarzucić.

— Nie, on byłby dobry, gdyby nie był ubogi. Muszę wyjść bogato za mąż, ciotko Jakubino. Majątek i uroda są niezbędnymi kwalifikacjami. Chętnie wyszłabym za Gilberta Blythe’a, gdyby był bogaty.

— O, rzeczywiście? — rzekła Ania nieco złośliwie.

— Niezbyt lubimy tę myśl, chociaż same nie chcemy Gilberta, o nie — zażartowała Fila. — Ale nie mówmy o rzeczach niemiłych. Kiedyś będę zapewne musiała wyjść za mąż, ale postaram się, póki się da, odsuwać ten przykry dzień.

— Nie powinnaś wychodzić za człowieka, którego nie kochasz — rzekła ciotka Jakubina.

— Słyszę, że powóz zajechał! Lecę już. Do widzenia, moje dwie staromodne kobietki!

Gdy Fila wyszła, ciotka Jakubina uroczyście spojrzała na Anię.

— To ładna i słodka dziewczyna i ma poczciwe serce, ale czy, szczerze mówiąc, główka jej jest zupełnie w porządku, Aniu?

— O, nie sądzę, aby w głowie jej miało być coś nie w porządku — odpowiedziała Ania, ukrywając uśmiech. — Taki ma tylko sposób mówienia.