— Spotkałam go dzisiaj po południu w parku podczas deszczu — wyjaśniła Ania szybko. — Parasol mój wywrócił się na opak, a on przyszedł mi ze swoim z pomocą.

— O! — Fila z zaciekawieniem spojrzała na Anię. — I czyż ten zupełnie prozaiczny przypadek jest dostatecznym powodem, że przysyła ci on tuzinami wysokopienne róże z nader sentymentalnym wierszem? I dlaczego właściwie mamy się rumienić jak boska róża, gdy spoglądamy na jego wizytówkę? Aniu, twoja twarz cię zdradza.

— Nie gadaj głupstw, Filo. Czy znasz pana Gardnera?

— Znam jego dwie siostry i słyszałam o nim. Każdy go w Kingsporcie zna ze słyszenia. Gardnerowie należą do najbogatszych i najbardziej sinych z sinych nosów. Roy jest czarująco piękny i mądry. Przed dwoma laty zdrowie jego matki było zagrożone i Roy musiał opuścić uniwersytet i wyjechać z nią za granicę. Ojciec jego nie żyje. Roy musiał być bardzo zmartwiony koniecznością przerwania studiów, ale podobno zniósł to dzielnie. Fe, fe, Aniu, wietrzę tu jakiś romans. Jestem prawie zazdrosna, ale niezupełnie. Ostatecznie Roy Gardner to nie Janusz.

— Gąsko! — rzekła Ania wyniośle.

Ale tej nocy długo leżała z otwartymi oczyma, nie pragnąc wcale spać. Rojenia na jawie były dla niej daleko bardziej kuszące niż najpiękniejsze wizje z krainy snów. Czy prawdziwy książę przyszedł wreszcie? Przypominając sobie owe ciemne, piękne oczy, które tak głęboko spoglądały w jej oczy, była Ania skłonna wierzyć, że to był on.

Rozdział XXVI. Zjawia się Krystyna

Dziewczęta z „Ustronia Patty” ubierały się na przyjęcie, jakie studenci trzeciego roku wydawali dla słuchaczy ostatniego kursu w lutym. Ania przeglądała się z dziewczęcym zadowoleniem w lustrze niebieskiego pokoju. Miała na sobie wyjątkowo piękną suknię. Początkowo była to tylko skromna sukienka z kremowego jedwabiu pokrytego szyfonem. Ale Fila nalegała, aby Ania pozwoliła jej zabrać tę suknię do domu na święta Bożego Narodzenia, i cały szyfon pokryła wyhaftowanymi małymi pączkami róż. Paluszki Fili były zręczne, a rezultatem była suknia, która stała się przedmiotem zazdrości każdej dziewczynki w Redmondzie. Nawet Ala Boone, której suknie wieczorowe pochodziły z Paryża, tęsknym wzrokiem spoglądała na te pączki róż, gdy Ania wchodziła po schodach Redmondu.

Ania badała efekt białej orchidei we włosach. Roy Gardner przysłał jej na przyjęcie białe orchidee, a Ania wiedziała, że żadna z jej koleżanek nie będzie miała tego wieczora białych orchidei. W tej chwili weszła Fila, z uwielbieniem spoglądając na przyjaciółkę.

— Aniu, tego wieczora będziesz niewątpliwie wyglądała najpiękniej. Na dziesięć wieczorów podczas dziewięciu z łatwością mogę cię zaćmić. Ale dziesiątego rozkwitasz nagle czymś, co gasi zupełnie mój urok. Jak ty to robisz?